on my wall kamienica granzowa

Tekst: Marcin Brzeziński
Ilustracja kamienicy: Ewelina Dymek
Zdjęcia: Malwina Sulima
Modelka: Marta Piepiora


Poznajcie fascynującą historię budynku, którego fasada wita Was na stronie On My Wall.

Dlaczego właśnie kamienica?

Jak już pewnie się zorientowaliście strona On My Wall oferuje plakaty stworzone zarówno przez uznane Artystki i Artystów, jak i tych, którzy z rozmachem wkraczają na drogę kariery. Lubimy sobie wyobrażać, że te wyjątkowe prace wiszą na ścianach kamienicy w centrum wielkiego miasta. Takie budynki mają niezwykłą historię i styl.

Tak było na przykład z kamienicą zbudowaną dla Kazimierza Granzowa. Powstała w połowie XIX wieku przy ulicy Królewskiej w Warszawie i długo uważana była za absolutny symbol luksusu. Zburzono ją po wojnie i od tego czasu jej fasadę można oglądać tylko na starych fotografiach. Wciąż jednak wydaje się być zaproszeniem do innego świata i ciągle inspiruje. I właśnie fasada kamienicy Granzowa wita Was na stronie On My Wall.

W każdym z pokojów naszej kamienicy odkryjecie plakaty o różnym nastroju i tematyce. Jeden z nich zadedykowano kobietom. Pokazujemy w nim prace zmysłowe i wyrafinowane, często skrywające jakąś tajemnicę. W innym oddajemy głos naturze, a w jeszcze innym - klimatowi retro. W którymś z pokojów z pewnością znajdziecie prace, które będą pasowały do Waszych mieszkań. Wzbogacą je, uzupełnią, a może też zmienią nie do poznania.

Plakat Igora Kubika „Nightlife Scene Nº3" dostępny w sklepie On My Wall

Marzenia Granzowa

Poznajmy lepiej historię budynku, który tak nas zainspirował. „Król cegły Kazimierz Granzow, budując kamienicę przy Królewskiej, chciał przyćmić pałac Leopolda Kronenberga, rekina warszawskiej finansjery. Trudno powiedzieć, czy się to powiodło. Kamienica wzniesiona w latach 1879-90 obok siedziby giełdy i kilkadziesiąt metrów od Ogrodu Saskiego była jednak pierwszą tak luksusową czynszówką warszawską drugiej połowy XIX wieku. Wnętrza apartamentu Granzowa, podobnie jak wnętrza pałacu Kronenberga, wykończone zostały z niebywałym przepychem. Obydwie budowle połączyło coś jeszcze. Mury wypalonych gmachów rozebrano już za rządów Władysława Gomułki w latach 60. XX w”, pisał na łamach Gazety Wyborczej Jerzy S. Majewski.

„Budynek miał znakomitą lokalizację przy końcowym odcinku Królewskiej, nieco na prawo od wylotu ulicy Zielnej po północnej, parzystej stronie ulicy. Od 2003 r. w tym miejscu wznosi się udany architektonicznie biurowiec Saski Crescent. Kamienica Granzowa w całości wypełniła nieregularną pięcioboczną posesję. Budynek miał jednak dwie elewacje. Frontową zwracał się w kierunku Królewskiej, elewacja boczna od wschodu wznosiła się ponad sąsiednim budynkiem giełdy, a z jej okien widać było wiekową zieleń Ogrodu Saskiego. Od kamienicy oddzielała go tylko niska, parterowa oficyna giełdy. Słońce zaglądało do wnętrza o poranku, za to w upalne dni nie rozgrzewało już pomieszczeń. Równie dobrą lokalizację w Ogrodzie Saskim miały tylko kamienice na końcu ul. Niecałej i luksusowy dom Strasburgera przy Królewskiej vis-a-vis Zachęty”, wychwalał dalej kamienicę Granzowa ten wybitny znawca Warszawy w artykule pod tytułem „Dyskretny urok burżuazji przy Królewskiej”.

Choć jak z niego wynika, urok ten nie był wcale tak dyskretny. Inwestorowi zależało, żeby Warszawę olśnić swym bogactwem. Opisuje to świetnie edukacyjny portal poznajhistorie.pl. „Granzow był już wówczas właścicielem jednej z największych w Królestwie Polskim cegielni. Cegła grancówka do dziś nie ma sobie równych w jakości wykonania i trwałości. Nawet w naszych czasach jest nadal chętnie pozyskiwana z rozbiórek i wykorzystywana do budowy nowych domów. W 1880 roku król cegły chciał dobitnie pokazać światu, że jest potentatem finansowym. Zapragnął rezydencji godnej zarobionej fortuny i postanowił wybudować w centrum Warszawy możliwie najbardziej efektowny budynek. Zatrudnił do tego wybitnego architekta – Witolda Lanciego, spolonizowanego syna znanego włoskiego architekta Franciszka Marii Lanciego. Dlatego Lanci zaproponował przy projekcie kamienicy Granzowa znacznie bardziej bogatą ornamentykę elewacji od dotychczas stosowanej, eklektyczną w wyrazie, złożoną z detali o różnym rodowodzie. Nad kolumnadą wejścia głównego widać było posągi dłuta Teodora Rygiera, symbolizujące różne gałęzie sztuki i przemysłu. Kolejne zdobiły balkony czwartej kondygnacji w obu elewacjach domu. Budynek przykryto stromym dachem w guście francuskim. Granzow zażyczył też sobie, aby stropy jego kamienicy były ogniotrwałe, wykonane z jego cegły. Był to w tamtych czasach ewenement przy powszechnie stosowanych jeszcze długo później stropach drewnianych”.

Ocalone kolumny

To nie koniec wspaniałości, w jakie obfitowała ta budowla. Oddajmy znowu głos Jerzemu S. Majewskiemu: „Przy Królewskiej 16 efektownie musiała się prezentować reprezentacyjna klatka schodowa. Jej ściany dekorowały kompozycje malarskie autorstwa popularnego wówczas warszawskiego malarza Józefa Buchbindera. Ciekawie wyglądały klatki kuchenne o spiralnych schodach”.

Co znajdowało się w tak wspaniałym budynku? Tego również możemy dowiedzieć się z niezawodnego portalu poznajhistorie.pl: „Na parterze mieściły się lokale handlowe, a na pierwszym piętrze kantory biurowe. Na drugim był olbrzymi, luksusowy wykończony apartament Kazimierza Granzowa. Na trzecim piętrze znajdowały się siedmio- i ośmiopokojowe mieszkania do wynajęcia. A na wyższych kondygnacjach tańsze, bo mniejsze, lokale pod wynajem. Kamienica została częściowo zburzona podczas powstania warszawskiego w 1944 roku. Większość jej murów rozebrano jednak dopiero w 1963 roku. Trzy ocalałe z całości kolumny wykorzystano do budowy pomnika w warszawskiej Królikarni. Monument ten stoi przy ulicy Puławskiej, nieopodal wejścia do parku”.

Ale to nie koniec jego historii. Teraz fasada tego wyjątkowego, warszawskiego budynku wita was na naszej stronie. Zajrzyjcie do jego tematycznych pokojów: